"Daremny trud: Po co krowie mówić "na zdrowie"?... i tak nie odpowie…"
Imieniny: Beata, Zachariusz, Eugeniusz























Muzyka "Abba - Sos"

Plik mp3 pochodzi z serwisu wrzuta.


Licznik

Radiestezja :..


WSTĘP | NASZE BADANIA | POSZUKIWANIE PRAWDY | PRAWDA O ZJAWISKU RADIESTEZJI
CZEGO NIE POWIE CI RÓŻDŻKARZ | NAUKA I ANTYNAUKA | CO POWINNIŚMY ROBIĆ | DODATEK
BIBLIOGRAFIA - LITERATURA UZUPEŁNIAJĄCA

3. POSZUKIWANIE PRAWDY

Hipoteza robocza
Rozpoczęcie badań nad różdżką i wahadełkiem było możliwe dzięki postawieniu hipotezy roboczej, której autorem był piszący te słowa. Wysunąłem przypuszczenie, że różdżkarz reaguje na pole elektryczne niskiej i bardzo niskiej częstotliwości. Wiadomo, że między ziemią a jonosferą istnieje stałe pole elektryczne o natężeniu około 100 V/m. Drgająca powierzchnia wody w otwartych zbiornikach wodnych może być przyrównana do drgającej okładki kondensatora. Drgania wody powinny, więc wytwarzać zmienne pole elektryczne. Udało się je rzeczywiście wykryć nad powierzchnią jeziora przy pomocy czułej aparatury konstrukcji mgr Romana Smuszkiewicza. W miarę kontynuowania badań doszedłem do wniosku, że stałe pole elektryczne pod ziemią jest miliony miliardów razy mniejsze od pola między ziemią a jonosferą. Wynika to z porównania przewodnictwa elektrycznego ziemi i powietrza. Zatem generowanie zmiennego pola elektrycznego przez płynące wody podziemne praktycznie nie zachodzi ze względu na znikome wartości stałego pola elektrycznego. Jednocześnie faktyczny mechanizm przepływu wody pod ziemią, polegający na powolnym jej sączeniu (zaobserwowaliśmy prędkość 10 - 20 cm na dobę - na obozie w Strzelcach Krajeńskich w 1983 roku), znacznie się różnił od modelu, jaki sobie wyobrażałem przez pierwszych kilka lat. Skoro nie mamy tu do czynienia z intensywnym falowaniem powierzchni sączącej się wody, a stałe pole elektryczne jest właściwie znikome, to praktycznie nie można mówić o generowaniu pod ziemią, przy pomocy tego właśnie mechanizmu, jakiegoś sygnału stanowiącego efektywny nośnik informacji odbieranej przez różdżkarza. Do postawienia hipotezy o wrażliwości organizmu ludzkiego na pola elektromagnetyczne niskiej i bardzo niskiej częstotliwości przyczynił się również fakt, że częstotliwość impulsów nerwowych, dzięki którym mózg kontaktuje się z całym ciałem, mieści się w granicach od zera do 100, czy 200 impulsów na sekundę. Wyobrażałem sobie, że drobne zakłócenia przebiegających impulsów są odbierane przez organizm radiestety i mogą wyzwalać reakcję wahadełka czy różdżki. Zaczęliśmy wobec tego badać wpływ na organizm ludzki pola o częstotliwości od kilku Hz (1Hz = jedno drganie na sekundę) do kilku tysięcy Hz. Przykładane napięcia były bardzo małe i nie przekraczały nawet poziomu napięcia impulsu nerwowego (0,07 V). Wpływowi pola elektrycznego poddawaliśmy rękę, bądź inne części ciała radiestety. Celem eksperymentów było ustalenie wrażliwości różdżkarza na poszczególne częstotliwości i w konsekwencji stwierdzenie istnienia oraz zlokalizowanie poszukiwanego przez nas tzw. "szóstego zmysłu" radiestezyjnego.

Sugestia i autosugestia
W warunkach laboratoryjnych udało się nam stworzyć model sztucznej żyły wodnej. Tak nam się przynajmniej wtedy wydawało na podstawie eksperymentów przeprowadzonych zarówno ze znajomymi różdżkarzami jak i z członkami naszej ekipy. Dzięki temu mogliśmy przejść do badań bardziej szczegółowych. Wyniki tej fazy badań zostały ogłoszone w miesięczniku "Problemy" z sierpnia 1976, w artykule pod tytułem: Człowiek detektorem pól elektromagnetycznych bardzo niskich częstotliwości". Dziś, z perspektywy czasu, uważam, że w ówczesnych badaniach nie uwzględniono bardzo istotnego czynnika, jakim jest wpływ sugestii i autosugestii na otrzymywane rezultaty. Przyroda nie oszukuje i nie podlega sugestii. Nasze badania zakładały, więc podejście raczej przyrodnicze niż psychologiczne. Człowiek był tu traktowany podobnie jak przyrząd pomiarowy służący do odczytywania fizycznych wskazań. Osoby poddane eksperymentom informowaliśmy o częstotliwości przykładanego im napięcia, wprowadzając tym samym element nieobiektywnej sugestii.

Upadek hipotezy
Uświadomienie sobie wagi czynnika sugestii następowało stopniowo. Najpierw zaskoczeniem dla nas był fakt rzekomego reagowania radiestety na bardzo niskie natężenia pola elektromagnetycznego. Chodziło o natężenia leżące znacznie poniżej poziomu otaczającego nas pola elektrycznego i magnetycznego generowanego przez przewody sieci elektrycznej o częstotliwości 50 Hz znajdującej się w budynku. Na naszej aparaturze obserwowaliśmy reagowanie osób badanych na znacznie słabsze pola o tej samej częstotliwości.

Natężenie pola elektromagnetycznego o częstotliwości 50 Hz wynosiło w pokoju np. 100 V/m, a pole przykładane do lewej dłoni różdżkarza nie przekraczało wartości 1 V/m. Starałem się wtedy ratować pierwotną hipotezę przez wprowadzenie dodatkowych założeń. Dzisiaj wiem jednak, że były to pierwsze sygnały załamywania się hipotezy, których wówczas nie chciałem dokładniej analizować. W ciągu roku przebadaliśmy w naszym laboratorium około 200 osób. Uzdolnienia radiestezyjne stwierdziliśmy u ok. 30 % badanych.

W poszukiwaniu żył
Podczas naszego pierwszego obozu radiestezyjnego w okolicach Leszna Wielkopolskiego staraliśmy się wyszukiwać w terenie tzw. żyły wodne przy pomocy metod radiestezyjnych. Wiedzieliśmy już z literatury, że tzw. żyła wodna nie emituje sygnałów możliwych do zbadania przyrządami pomiarowymi, a przynajmniej jak dotąd nikomu nie udało się wykryć takiego sygnału. Doszliśmy do wniosku, że może to być sygnał ukryty w "szumach". Takimi szumami w terenie są brzęczenia sieci energetycznej, tzn. częstotliwość 50 Hz i jej harmoniczne (wielokrotności tej częstotliwości).

Początkowo do poszukiwań sygnału tzw. żyły wodnej stosowaliśmy magnetofon kasetowy. W terenie, gdzie różdżkarz stwierdził występowanie zjawiska tzw. żyły wodnej, wbijaliśmy w ziemię dwie elektrody wzdłuż osi żyły i łączyliśmy je przewodami z gniazdem wejściowym wzmacniacza magnetofonu. Następnie uruchamialiśmy zapis magnetofonowy rejestrując sygnał akustyczny. Po podłączeniu do gniazda głośnikowego długiego przewodu układaliśmy go na terenie, według opinii różdżkarzy, wolnym od tzw. zapromieniowania. Tam odtwarzaliśmy zapisany na taśmie sygnał i obserwowaliśmy zachowanie różdżkarzy. Nad naszym przewodem elektrycznym ich wahadełka i różdżki reagowały identycznie jak nad żyłą wodną. Niestety, wcześniej informowaliśmy uczestników eksperymentu o fakcie uruchomienia magnetofonu, zamiast testować ich zdolność do ustalenia, czy magnetofon w danej chwili pracuje.

W tej fazie badań kierowaliśmy się wyłącznie opinią radiestetów, którzy potwierdzali w terenie występowanie tzw. żył wodnych. Skromny budżet naszych badań nie przewidywał finansowania prac związanych z wierceniami geologicznymi, a wyłącznie one mogłyby potwierdzić lub też wykluczyć istnienie żyły wodnej w miejscu wskazywanym przez różdżkarza. Stąd kierowaliśmy się opiniami kilku różdżkarzy, którzy byli zgodni, że w konkretnym miejscu występuje tzw. żyła wodna. Drobne różnice w ich odczytach tłumaczyliśmy sobie niejednakową wrażliwością organizmu różdżkarzy na odbierany sygnał. Jednocześnie pozwalaliśmy im na wzajemne kontaktowanie się w czasie pracy, co, jak się okazało, nie pozostało bez wpływu na uzgadnianie wyników. W takim przypadku decyduje, bowiem autorytet szefa grupy lub bardziej doświadczonego różdżkarza, któremu reszta na ogół bezwiednie podporządkowuje się.

Sztuczna żyła wodna
Wracając do kwestii nagrań magnetofonowych: dokonywaliśmy ich także w terenie, gdzie według opinii różdżkarzy nie ma tzw. żyły wodnej. Nasi koledzy akustycy analizowali szczegółowo oba sygnały, lecz nie znaleźli żadnych widocznych róźnic. Były one identyczne. Obserwacje na oscyloskopie skłaniały do przypuszczeń, że jedyne różnice mogą występować w samym kształcie przebiegu sygnału. Dziś jest dla mnie oczywiste, że magnetofon kasetowy zupełnie nie nadawał się do prowadzonych badań, ze względu na ograniczony zakres przenoszonego pasma, co w konsekwencji powodowało znaczną deformację przebiegów obserwowanych na ekranie oscyloskopu.

Badanie sygnału tzw. żył wodnych wiązało się z koniecznością wyjazdów w teren. Ze względu na uciążliwości częstego przenoszenia naszej specjalistycznej aparatury laboratoryjnej postanowiliśmy sztucznie symulować kształty przebiegów towarzyszących efektowi żył wodnych i analizować ten sygnał w warunkach laboratoryjnych. Testowani różdżkarze znali oczywiście cel naszych badań i wiedzieli, czego od nich oczekujemy. W końcu metodą prób i błędów wykonaliśmy układ pojemnościowo - oporowy z diodą zasilany generatorem. Miał on działać podobnie jak nagrany sygnał żyły wodnej z magnetofonu kasetowego. Tak samo wprowadzaliśmy prąd elektryczny do rozłożonego w terenie lub laboratorium przewodu, który przez radiestetów rozpoznawany był jako tzw. żyła wodna. W rezultacie badań doszliśmy do wniosku, że poszukiwany przez nas sygnał tzw. żyły wodnej nie daje się wyodrębnić z "szumów" przy pomocy posiadanej przez nas aparatury. Należało, więc podejść do zagadnienia niejako z drugiej strony. Chcieliśmy utworzyć sztucznie odpowiedni sygnał przypominający możliwie wiernie sygnał emitowany przez tzw. żyłę, by w ten sposób pośrednio zorientować się, co właściwie wysyła sama żyła wodna. W trakcie badań powstawały i upadały coraz to nowe hipotezy. Wśród wielu możliwych braliśmy pod uwagę również wyżej wspomnianą hipotezę zmiany kształtu sygnału, nie wykluczaliśmy też hipotezy lokalnie przesuwającego się pola i wielu innych. Każda z hipotez wymagała podbudowy fizycznej i mozolnych obliczeń, które tu pominę.

Płynie czy nie płynie?
Innym źródłem zdobywania informacji był eksperyment związany z wykrywaniem wody płynącej z kranu przez rurkę przy pomocy wahadełka. Stosowaliśmy rurki szklane, plastykowe, metalowe czy nawet na przemian: plastykowe i metalowe. Naszym celem było stwierdzenie, kiedy płynąca woda oddziałuje na radiestetę, a kiedy nie. Zauważyliśmy wtedy zjawisko wówczas zupełnie dla mnie niezrozumiałe. Jeśli woda płynąca przez szklaną rurkę zawierała widoczne przez szkło bańki powietrza, za każdym razem wahadełka reagowały mocniej. Dziś rozumiem, że eksperymentatorzy orientowali się w ten sposób, że woda faktycznie płynie. Kiedy natomiast rurkę wykonaną z plastyku umieściliśmy pod blatem stołu, to wystąpiły trudności z jej lokalizacją i to, mimo że taka sama rurka położona na stole z przepływającą przez nią wodą wywołuje wyraźną reakcję różdżkarzy? Wystarczała prędkość przepływu 1 do 2 litrów wody na godzinę. Ponadto, przy badaniu żył modelowanych przez układ elektroniczny zdarzały się nam pomyłki w podłączeniu przewodów. Ku mojemu zdumieniu nawet w sytuacji, kiedy w układzie nie mógł płynąć prąd z powodu błędnego połączenia, wahadełka wskazywały na obecność tzw. żyły wodnej modelowanej elektrycznie. Sugerowało to wyraźnie, że różdżkarz oczekujący efektu żyły wodnej działa pod wpływem sugestii i autosugestii. Dopiero, kiedy poinformowałem go, że osobiście stwierdziłem przerwę w układzie elektrycznym, jego wahadełko zatrzymywało się. Nie pamiętam przypadku, aby którykolwiek różdżkarz samodzielnie wykrył błąd w połączeniu układu elektrycznego.

Pętla elektryczna
W roku 1978 zaczęliśmy nową serię eksperymentów, stosując metodę kompensacyjną. Wyniki zdawały się być bardzo obiecujące. W jednym z pomieszczeń budynku, gdzie różdżkarze stwierdzali występowanie efektu żyły wodnej, rozciągaliśmy pętlę wykonaną z przewodu elektrycznego. Następnie pętlę zwieraliśmy przy pomocy regulowanego rezystora i kondensatora. Dobierając odpowiednio rezystancję i pojemność (stała czasowa dla 50 Hz - co jest częstotliwością sieci energetycznej), dążyliśmy do sytuacji, w której różdżkarz informował nas o stwierdzeniu zaniku efektu żyły wodnej. Można tu zadać pytanie, dlaczego dostrajaliśmy pętle do częstotliwości sieci energetycznej 50 Hz i co wspólnego ma ona z radiestezją. Przecież różdżkarze działali na długo przed tym zanim pobudowano pierwszą linie energetyczną, czy nawet przeprowadzono pierwsze doświadczenia z prądem. W owym czasie sądziliśmy, że różdżkarz działa przez porównanie pola elektromagnetycznego występującego powszechnie w środowisku (pola tła) z lokalną jego deformacją wywołaną przez żyłę wodną. Pole tła istniało zawsze. Powodowane one było choćby wyładowaniami atmosferycznymi czy zjawiskami zachodzącymi w jonosferze itp. Dziś największy przyczynek do pola tła wnosi właśnie sieć energetyczna. W czasie badań rozciągaliśmy naszą pętlę wokół całego budynku lub też wokół rzekomo zapromieniowanych obszarów na terenie otwartym. Metoda kompensacyjna wydawała się bardzo obiecująca. Pozwalała na wykonywanie pomiarów ilościowych, których dokładność wydawała się wzrastać z dnia na dzień. Wszyscy byliśmy zafascynowani naszymi wynikami, a zwłaszcza wysoką dokładnością, jaką osiągaliśmy przez zbliżanie się do punktu zerowego, czyli wygaszenia efektu żyły wodnej. Wydawało się nam, że zbliżamy się do wyjaśnienia tajemnicy charakteru promieniowania tzw. żyły wodnej i wkrótce będziemy mogli zastosować nasze odkrycie do zabezpieczania stosunkowo rozległych obszarów przed szkodliwym promieniowaniem. W tym samym czasie zacząłem otrzymywać sporo telefonów z propozycją opatentowania metody. Zdawałem sobie sprawę, że jest na to zbyt wcześnie. Dotychczasowe rezultaty nie pozwalały wytłumaczyć wszystkich niejasności i wskazywały na konieczność kontynuowania naszych badań.

Sprzeczne wyniki badań
W końcu 1980 roku, na jednym z obozów naukowych, udało się przetestować naszą metodę na dwóch niezależnych grupach różdżkarzy. Zamiast oczekiwanej jednej wartości oporu, przy której następowała kompensacja oddziaływania tzw. żyły wodnej, otrzymaliśmy kilka zupełnie różnych wartości. W miarę prowadzenia badań pojawiało się ich coraz więcej i więcej. Takie rezultaty podważyły wiarygodność tej metody. Cała sprawa wskazywała wyraźnie na sugestie i autosugestie. Ponadto po dokładniejszej analizie badanego zjawiska doszedłem do wniosku, że zachodzą tu sprzeczności z prawami fizyki. Po pierwsze dokładność pomiarów była tysiące razy większa od chwilowych wahań częstości sieci energetycznej, z którą pozornie była związana. Po drugie energia pola elektromagnetycznego wytwarzanego przez naszą pętlę była miliardy razy mniejsza niż energia pola wytworzonego przez prąd zmienny w otaczającej nas sieci energetycznej. Badany różdżkarz musiałby, więc wykazywać niewyobrażalną umiejętność selektywnego wyodrębnienia sygnału naszej pętli z miliardy razy silniejszego tła. W kilka lat po zaprzestaniu badań z naszą pętlą kompensacyjną dowiedzieliśmy się ku naszemu zdumieniu, że trafiła ona do seryjnej produkcji. Zajęła się tym bez naszej wiedzy i zgody pewna poznańska spółdzielnia, oferując urządzenie jako uniwersalny odpromiennik i zarabiając na jego rozprowadzaniu spory majątek.

Płynie w lewo czy w prawo?
Jednym z aspektów badanych w naszych eksperymentach była zdolność określania kierunku przepływu wody. Radiesteci twierdzą, że potrafią go określić w tzw. żyle wodnej przy pomocy wahadełka. Sprawdzaliśmy reakcję wielu osób i to zarówno na wodę płynącą przez rurkę plastykową bądź szklaną, jak i na nasze symulatory. O niektórych wspomniałem już wyżej. Jednym z pierwszych był postawiony pionowo magnetofon kasetowy. Jego silnik wytwarza podczas pracy wirujące pole magnetyczne, uwzględniane w jednej z hipotez efektu towarzyszącego tzw. żyle wodnej. Osobiście byłem świadkiem ok.20 rodzajów reakcji nad i obok występującej tzw. żyły wodnej. Ruchy wahadła mogły być koliste, w kierunku lewo i prawo; odbywały się też w płaszczyźnie nachylonej do żyły pod różnymi kątami, a nawet po obracającej się elipsie, tworzącej rozetę podobną do orbity, po której porusza się planeta Merkury.

Po pewnym czasie w naszej grupie badawczej ukształtował się pewien określony rodzaj drgań wahadełka w płaszczyźnie równoległej do osi tzw. żyły wodnej i - w miarę zbliżania się do jej krawędzi - ruchy wirowe, tak jakby płynąca woda je obracała. Dzięki temu można było określić kierunek przepływu wody. Taka reakcja występowała u szefa grupy prof. Szydłowskiego. Początkowo jedna z osób, mgr Ogórkiewicz - Szulczewska, obserwowała u siebie przeciwny kierunek wirowania wahadełka niż u prof. Szydłowskiego. W miarę upływu czasu zaobserwowaliśmy u niej identyczny kierunek wirowania wahadełka jak u szefa grupy i całej reszty. Reakcje te występowały nie tylko nad płynącą wodą, ale również nad naszymi symulatorami, które na ogół wytwarzały albo wirujące pole magnetyczne (jak w przypadku silniczka), albo przesuwające się wzdłuż listwy z odpowiednimi cewkami czy elektrodami pola elektryczne względnie magnetyczne.

Na wiosnę roku 1981 prof. Szydłowski zademonstrował w mojej obecności nowy efekt. Wyobraźmy sobie symulator lub rurkę z wodą na tarczy zegara z możliwością obracania ich wokół osi (jak w przypadku wskazówek zegara). Przy symulatorze ułożonym na osi 12 - 6 wahadełko stoi i nie pozwala określić kierunku teoretycznie przepływającej wody. Między godziną 12 a 3 udawało się wyznaczyć kierunek przepływającej wody zgodnie z faktycznym. Na osi 9 - 3 wahadełko zatrzymywało się. Przy dalszym obracaniu symulatora, w przedziale między godziną 3 a 6, wahadełko wirowało w kierunku przeciwnym do kierunku płynącej wody. Na osi 6 - 12 znowu obserwowano zatrzymanie wahadełka i wirowanie zgodne z kierunkiem przepływającej wody w przedziale między godziną 6 a 9. Na osi 9 - 3 miało miejsce kolejne zatrzymanie wahadełka i kolejna zmiana jego kierunku wirowania. Zatrzymanie wahadełka następowało regularnie, co 90 o. Efekt ten komplikował wprawdzie określanie kierunku przepływu wody, ale dawał wielkie nadzieje statystycznego opracowania wyników w przyszłości i udowodnienia w sposób naukowy zjawiska radiestezji.

Chaos wirowania
Wiele się spodziewałem po obozie naukowym zorganizowanym w roku 1981 koło Obornik Wielkopolskich. Sądziłem, że przebadamy kolejno uczestników, z których każdy miał za zadanie wyznaczyć przy pomocy kompasu strefy, w których możliwe jest wykrycie płynącej wody, a przede wszystkim te kierunki kompasowe, przy których reakcja zanika a pozorny kierunek płynącej wody zmienia się na przeciwny. Gdyby wyniki były zgodne, to nie tylko w sposób naukowy udowodnilibyśmy zjawisko różdżkarstwa, ale również można by było powiązać je z polem magnetycznym Ziemi lub z polem elektrycznym czy magnetycznym sieci energetycznej. Uczestnicy poddawani ścisłej kontroli i pozbawieni kontaktu ze sobą zaczęli jednak otrzymywać coraz to inną liczbę kierunków zaniku reakcji wahadełka. Ku naszemu zdumieniu jedna z osób stwierdziła nie cztery, lecz pięć takich kierunków. Wówczas jeszcze nie zwróciłem uwagi, że o takim efekcie literatura radiestezyjna zupełnie nie wspomina. Kiedy jeden z uczestników obozu, zapalony radiesteta, zademonstrował zmianę kierunku wirowania wahadełka przy zmianie ułożenia listwy na "tarczy zegara”, co 2,5o (tzn. przy zmianie położenia o najmniejszą działkę na kompasie) zrozumiałem, że doświadczenie to cechuje się brakiem powtarzalności i jako takie nie spełnia warunków eksperymentu naukowego? W miarę prowadzonych badań jeden kierunek przepływu wody rozszerza się w sposób niewytłumaczalny na cztery różne możliwości (co 90o), a następnie rozmywa się na 144 alternatywne kierunki. Podobnie zaczęły się gmatwać nasze wyniki badań kompensacji efektu żyły wodnej. Taka kontrowersyjność otrzymywanych rezultatów musiała wpłynąć zasadniczo na mój stosunek do radiestezji.
Wyniki wskazywały też na wyjątkową podatność różdżkarzy na sugestię i autosugestię. Przy kolejnych badaniach zadbaliśmy, więc o wykluczenie możliwości kontaktowania się uczestników eksperymentu między sobą. Okazało się, że przy takim zaostrzeniu kontroli otrzymywane wyniki prezentowały całkowitą dowolność i przypadkowość.

Nieudana mapa żył wodnych
W 1983 roku na obozie naukowym w Strzelcach Krajeńskich zadaniem kilkunastu uczestników było zbadanie identycznego obszaru i zaznaczenie wszystkich wykrytych tzw. żył wodnych na planie terenu. Każdy z uczestników obozu przechodził tę samą, ustaloną trasę. Naniesione przez nich na plan punkty reakcji rozmieszczone były z jednakową gęstością, bez jakichkolwiek wyróżnionych obszarów. Zupełny brak pozytywnego efektu potwierdza tym samym całkowitą przypadkowość odczytu. Inne próby wyznaczania przebiegu żył wodnych w pomieszczeniach lub w terenie także kończyły się niepowodzeniem, ale ta w Strzelcach Krajeńskich przeprowadzona była na największą skalę.

Hipoteza zmian wilgotności i temperatury
W trakcie naszych badań analizowaliśmy zarówno własne jak i cudze hipotezy związane z różdżkarstwem. W znanym tygodniku "Przekrój" znaleźliśmy artykuł autorstwa H. Radwanowskiego doktora nauk technicznych z Politechniki Warszawskiej pt: "O niektórych cechach żył wodnych", podający zestaw zjawisk mających towarzyszyć występowaniu tzw. żył wodnych. Zgodnie z sugestią autora artykułu analizowaliśmy wilgotność terenu (miała być zwiększona) i temperaturę (miała być podwyższona o kilka dziesiątych stopnia). Nasze badania nie wykazały jednak żadnych znaczących różnic w tym zakresie.

Hipoteza anomalii pola magnetycznego
Z kolei francuski geofizyk Ives Rockard sugerował w swych artykułach, że nad płynącą wodą mają występować anomalia ziemskiego pola magnetycznego. Uważał, że stały prąd elektryczny, powstający na skutek ruchu wody i tarcia cząsteczek wody o podłoże, generuje bardzo słabe pole magnetyczne. Podał również sposób wytworzenia takiej anomalii sztucznie przy pomocy stałego prądu elektrycznego. W tym celu budował bramkę o wymiarach 2m x 1m, przez którą przechodził różdżkarz. Powtórzyliśmy jego eksperyment, nie otrzymując jednak żadnego statystycznie znaczącego rezultatu. W naszej próbie uczestniczyło kilkanaście osób. Zajęliśmy się też samym efektem elektrokinetycznym odpowiedzialnym za wytworzenie prądu stałego na skutek tarcia cząsteczek wody o podłoże. Zarówno rozważania teoretyczne, jak i pomiary wykazały, że wspomniane zjawisko nie może być odpowiedzialne za efekt różdżkarski. Szczegóły w tym miejscu pomijam.

Hipoteza fali 21 centymetrowej
Kolejna hipoteza zaproponowana przez różdżkarzy zakładała, że woda wypromieniowuje falę elektromagnetyczną o długości 21 centymetrów, którą potrafią oni wyczuć. Zwolennikiem tej hipotezy był nieżyjący już prof. Wilhelm Rotkiewicz z Politechniki Warszawskiej (konstruktor pierwszego produkowanego w Polsce po wojnie radioodbiornika Pionier). Utrzymywałem z nim stały kontakt aż do jego śmierci. W warunkach wysokiej próżni, (np. kosmicznej), wodór jednoatomowy faktycznie wysyła promieniowanie o długości fali 21,1 cm, co potwierdzają astrofizycy. Trudno się jednak spodziewać takiego promieniowania w warunkach ziemskich, gdzie gazowy wodór występuje w postaci dwuatomowej czy też wchodzi w skład bardziej złożonych związków. Interesujący nas wodór jednoatomowy można uzyskać laboratoryjnie przez poddanie wody bardzo złożonym procesom i można wykluczyć, aby odpowiednia sekwencja reakcji chemicznych mogła zachodzić samoistnie w wodzie sączącej się pod ziemią. Idąc jednak tym tropem, dzięki uprzejmości Politechniki Warszawskiej, wypożyczyliśmy generator klistronowy do eksperymentów z bardzo krótkimi falami. Badania prowadziliśmy na obozie naukowym w 1978 roku. Negatywne wyniki potwierdziły nasze przypuszczenia.

Legendy różdżkarskie
Próbowaliśmy też weryfikować inne stwierdzenia lansowane przez podręczniki radiestezyjne. Jeśli chodzi o roślinność, która rzekomo upodobała sobie tereny zapromieniowane, to literatura różdżkarska prezentuje tu pewną dowolność, a niekiedy nawet niezgodności. Natomiast lansowane szeroko przekonanie o upodobaniu kotów do spania na miejscach zapromieniowanych, a unikaniu tych miejsc przez psy, należy zaliczyć do legend różdżkarskich. Niechęć psów do wyboru tych samych legowisk, na których śpią koty, da się wyjaśnić w sposób zupełnie prozaiczny. Skoro psy charakteryzują się dobrym węchem, to trudno sobie wyobrazić, aby normalny pies chciał spać na miejscu, gdzie mógłby wyczuć zapach kota. Nikt też nie przeprowadził wiarygodnych badań w tym zakresie przez poszukiwanie wody mającej rzekomo występować pod legowiskiem kota przy pomocy np. wierceń geologicznych. Inne hipotezy, dotyczące tzw. żył wodnych i ich promieniowania, miały tak fantastyczne uzasadnienia, że nie warto się nimi tu zajmować.

Wiercenie w ziemi
Zasadniczą trudność stanowi potwierdzenie występowania w terenie tzw. żyły wodnej środkami bardziej obiektywnymi niż tylko opinia różdżkarza. Ponieważ sprawa dotyczy tworów znajdujących się pod ziemią, możemy albo uwierzyć różdżkarzowi, albo spróbować zweryfikować jego opinię przez wiercenia. Przy okazji trzeba dodać, że nawet stwierdzenie wody w wykonanym odwiercie nie mówi nic o jej zachowaniu pod ziemią. Należałoby, więc kontynuować analizę: czy nie jest to przypadkiem woda stojąca, a jeśli płynie, to, z jaką prędkością i w jakim kierunku? Wszystkie te analizy są bardzo kosztowne, lecz niezbędne dla obiektywnej weryfikacji teorii występowania tzw. żył wodnych. Właśnie w tym celu, już pod koniec programu naszych badań, zakupiłem z własnych funduszy komplet wierteł geologiczno - inżynieryjnych, firmy Jan Szkurłat z Miłosnej pod Warszawą. Były to świdry ręczne i umożliwiały odwiert do 7 m głębokości. W poszukiwaniu tzw. żył wodnych wykonaliśmy ponad 100 wierceń sprawdzających wskazania różdżkarzy i nawet w miejscach określanych przez nich jako pewne nie natrafiliśmy na strukturę choćby zbliżoną do żyły wodnej (poza jedną może specyficzną strukturą w okolicach Leszna).
W naszych badaniach stosowaliśmy również metodę elektromagnetycznego poszukiwania tzw. żył wodnych przy pomocy prądów zmiennych już istniejących lub generowanych przez nasze urządzenia. Za pomocą tej metody także nie otrzymaliśmy wyników, które mogłyby wskazywać na ich istnienie. Jedynym pozytywnym rezultatem badań było udoskonalenie metody elektrooporowej w jej zastosowaniu do wykrywania obiektów archeologicznych, nad czym pracuję obecnie.

Podsumowanie badań:
Badania nad różdżkarstwem i wahadlarstwem prowadziłem od jesieni 1974 roku do lipca 1983. W tym czasie zorganizowaliśmy 8 obozów naukowych. Cztery w okolicach Leszna Wlkp, jeden w Pieninach, jeden w okolicach Obornik Wlkp, jeden w okolicach Gniezna i ostatni w Strzelcach Krajeńskich. Opiekowałem się siedmioma pracami magisterskimi, prowadziłem doświadczenia z różdżkarzami na obozach i w laboratorium oraz w mieszkaniu prywatnym. Mój początkowy entuzjazm i zaangażowanie musiały jednak ustąpić wobec jednoznacznie negatywnych wyników naszych eksperymentów. Obecnie moje stanowisko wobec wiarygodności wskazań podawanych przez różdżkarzy jest stanowczo krytyczne. Co więcej, uważam, że brak też podstaw do kontynuowania dalszych badań? Tym niemniej negatywne wyniki są przecież konkretnymi wynikami i dlatego twierdzę, że nie zmarnowałem czasu przez te wszystkie lata. Jak sądzę, rezultaty osiągnięte przez nasz zespół badawczy pozwalają na całkowite odrzucenie wielu bałamutnych twierdzeń współczesnej literatury różdżkarskiej?

<< cofnij

Google Twoja wyszukiwarka



Loading - Reklama

REDAKCJA PORTALU:
Karolina Kowalik
Witold Augustyński

HOROSKOPY DRUIDÓW:
Krzysztof Sidorczuk

TAROT:
Piotr Horn

KINOKARTA:
Mateusz Ruszkowski

WEBMASTER:
Witold Augustyński
/projekt i realizacja/

KONTAKT:
zdrowie@bitis.pl

Dla wszystkich, którzy chcieliby
wspomóc naszą działalność
podajemy nr konta
42114020040000330238445830

Redakcja nie ponosi
odpowiedzialności
za efekty zastosowania
w praktyce informacji
umieszczonych na stronie.

Serwis ten
ma charakter edukacyjny,
nie konsultacyjny. »
Copyright © 2005/2009 BITIS: Projektowanie stron. All Rights Reserved.